RSS
czwartek, 24 kwietnia 2014

Wieczór, ciemno, leżymy w łóżku,

Szeptem,

"Mamooo...."

"Słucham?"

"Wiesz... Jesteś najfajniejszą kobietą jaką widziałem"

 

<3

:)))) Nie ma to jak mały synek :)

10:00, mamamyszora
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 27 lutego 2014
Wzruszających momentów cd

Mam wrażenie, że gdy dziecko rośnie, wzruszających momentów jest coraz mniej.. albo - są inne. Wzruszenie najczęściej wywołuje duma, która rozpiera rodzica.

Tym razem było inaczej.

Noc, myszor chory. Nie wiem jak u innych, ale u nas noc w trakcie choroby często oznacza ok.2 godz snu, po których następuje seria kilkudziesięciu kilkuminutowych drzemek do rana, przerywanych wołaniem.

Tak więc ok 1 usłyszałam pierwsze "mamooo", które w ciągu następnej godziny powtórzyło się jeszcze kilkukrotnie, na przemian z "kto mnie przytuli", "kto mnie pogłaszcze", "kto mnie przykryje" itp. Za pierwszym razem przyznam - jest to nawet ciut rozczulające, za dziesiątym jednak - wcale.

W końcu, u kresu sił, wyrwana z kolejnej głębokiej drzemki zrywam się z "kurw@" na ustach i po raz enty lecę do pokoju myszora. Przytulam, głaszczę, usypiam - zasnął.

Na paluszkach skradam się do sypialni, wskakuję pod kołdrę, układam poduszkę, wtulam się cała w to ciepełko gdy nagle ... słyszę kroki.

Kroki. Tuptanie. Nadchodzi.

Już chcę wstać i odprowadzić go do łóżka, gdy moim oczom ukazuje się ...

Malusieńki,

zaspany człowieczek,

z podusią w jednej ręce,

w drugiej trzyma dwumetrową kołdrę,

a pod pachą dzierży swoje dwie sowy przytulanki.

Widać, że ma dość i nie wróci do łóżka.

No i jak tu nie przygarnąć takiego słodziaka ?? :)))

 

Reszta nocy spędzona z pupą własną spadającą z materaca, z włosami wkręconymi w małe paluszki, z małymi stopami w okolicy... każdej.

Ale czasem warto :)

 

 

18:18, mamamyszora
Link Dodaj komentarz »
sobota, 25 stycznia 2014
<3

Właśnie tak :)) ....

 

22:33, mamamyszora
Link Dodaj komentarz »
piątek, 03 stycznia 2014
Nowy smak

Robię obiad.

Z braku laku, wyciągam to co mam z lodówki i szafek, i klecę na szybko sos a'la bolognese.

Niestety sos poza mięskiem zawiera cebulę, czosnek, pomidory, co może spotkać się  z dezaprobatą małego smakosza, więc żeby zjadł cokolwiek, dorzucam dla draki gnocchi. Są mączne, są podobne do makaronu, są malutkie i zgrabne - powinien zjeść.

Zasiadamy do stołu. Smakosz wydaje z siebie okrzyk "Ooo, pycha!!" myślę - będzie dobrze.

Wkłada kluskę do ust ....

Chwila namysłu ...

"Ble !!! To smakuje jak ... jak ...

jak ŚWIĘTA ZIEMIA !!!!"

 

Omg.

16:27, mamamyszora
Link Komentarze (1) »
sobota, 21 grudnia 2013

I tak oto nadeszły święta.

Niestety w naszym przypadku okraszone szkarlatyną (myszor), zapaleniem gardła (mama), w opcji rozszerzonej - angina, jednak gorączka wciąż nie nadeszła, więc może nie będzie tak źle, oraz - zatoki (tata). Tak więc życzenia zdrowych świąt, jak najbardziej nam się przydadzą.

Na szczęście prezenty już zakupione, odhaczyliśmy większość życzeń z listu do świętego mikołaja, który myszor napisał ("straż, policja, tory, rakieta grzmotna, pisak czarny który się zmienia w fartuszek, czarny transformer dla mamy"), dodając jeszcze coś ekstra (klocki). Bigos jest, kapusta z grochem jest, pierogi są, matiasy czekają na śmietanę, w planie jeszcze ryba na dwa sposoby - no nawet gdyby mnie totalnie rozłożyło, w wigilię nie zginiemy :)

A to co chyba cieszy najbardziej to 5 dni wolnego, oraz perspektywa ferii które już za miesiąc.

Nie jest źle :)

12:36, mamamyszora
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 11 listopada 2013
<3

 

- A wiesz, że jesteś moją małą cukierką?

 

- A wiesz, że jesteś moją małą pszczółką?

 

- Jesteś moją królewną a ja jestem rycerzem

 

- A Ty jesteś moją najukochańszą mamusią!

 

- Jesteś piękną panią :)

 

... czy można usłyszeć coś słodszego od małego mężczyzny? :)))

11:33, mamamyszora
Link Komentarze (1) »
środa, 02 października 2013
Przedszkole

Wakacje minęły nam niepostrzeżenie.

Wolnego tygodnia nie udało się wyrwać, za to doszedł kolejny...a w sumie chyba dwa, spędzone na malowaniu starego mieszkania. Przeprowadzka, sprzątanie, malowanie, rozpakowywanie kartonów, szukanie osób do wynajmu, przedszkole....

Ano właśnie - przedszkole :)

Nasz plan powolnego i spokojnego rozpoczęcia edukacji przedszkolnej się powiódł :)

Rok chodzenia co tydzień na zajęcia "adaptacyjne".

Od czerwca/lipca chodzenie co kilka dni na kilka godzin.

Następnie codziennie na trzy godziny.

Od września codziennie na pięć ;)

Czy był kryzys? BYŁ. Zdarzył się po miesiącu bezproblemowego chodzenia z uśmiechem na ustach - w czasie wakacji w placówce działało tzw "wakacyjne przedszkole" czyli hulaj dusza, wszystkie grupy razem + dzieci z zewnątrz. Czy to dobry pomysł? Być może dla dzieci które już minimum rok chodzą i są zaznajomione z otoczeniem, paniami, dziećmi, i w ich otoczeniu czują się bezpiecznie, mogą szukać między sobą ukojenia.

Zdarzyła się dziewczynka z zewnątrz, która w efekcie "wszechogarniającej miłości" potrafiła komuś...przyłożyć. Na pewno bez złych intencji, ale jednak. Dla myszora była to nowość. I to niezbyt przyjemna nowość. Pewnie nie raz oberwał, do tego dzieci które na nią krzyczały, Panie które czasem musiały ją pewnie ukarać ... nie wiem dokładnie, w każdym razie przez tydzień codziennie rano był płacz i "mamo ja nie chcę, boję się dzieci" :( ... Tak więc kolejny tydzień spędził w domu, a później dziewczynkę zabrali rodzice i wszystko wróciło do normy.

Od tego momentu Myszowaty znów leci do przedszkola z radością, czasem zapomina się pożegnać, ma już dwóch dobrych kolegów i do tego ... przedszkolną miłość :D Maję, którą zna jeszcze z zajęć adaptacyjnych :) Wszystko układa się ... tfu tfu nie chcę zapeszyć ale wręcz idealnie :) ... Powoli myślę nad powrotem do pracy :)

10:31, mamamyszora
Link Dodaj komentarz »
środa, 24 lipca 2013
3 lata za nami

I tak oto, kilka dni temu minęły "nam" trzecie urodziny.

Pierwotnie przełożone z powodu choroby myszora i mamy, odbyć się miały kilka dni później, z wielką fetą, w przedszkolu, a następnie w domu.

Plan był zacny.

Mama do 1 w nocy płukała i wybierała najpiękniejsze truskawki i maliny, coby myszor mógł zanieść do przedszkola. Do tego tort DIY, czyli nie truj dziecka, nie piecz ciasta bo i tak Ci nie wyjdzie, kup gotowce, dodaj masło, mleko, nie daj plamy przy dekorowaniu.

W przedszkolu miało być sto lat, w domu mama miała nadmuchać balony, przygotować tort, prezenty. Po myszora miał przyjechać tata z wujkiem, mieli wrócić do domu, miała być niespodzianka, kolejne sto lat, tort, kolejni goście, - szał. Miało być wielce urodzinowo.

... w nocy myszor dostał gorączki. Truskawki i maliny zjadła rodzina. Między dmuchaniem balonów, a pakowaniem prezentów, odwiedziliśmy przychodnię. Pierwszy w życiu antybiotyk. Kolejny tydzień w domu. Gorączka, zatoki, kaszel.

... ale i tak było fajnie ;) byli goście, były prezenty, było sto lat odśpiewane na klatce i bitwa na balony, wymarzona hulajnoga i sto razy tańsze ale równie wymarzone plastikowe resoraki :) i wielka pufa, i strażak sam, i ciężarówa. I tort nawet wyszedł, i świeczki zdmuchnięte.

Wczesnym wieczorem, wykończony emocjami myszor wtulił się w ukochaną ciocię i niepostrzeżenie zasnął.

Po kilku godzinach, obudził się nagle i przybiegł do pokoju "Czy już jestem duży ????"

Tak kochanie :) jesteś już duży. A na pewno dużo większy niż 3 lata temu :)

Mądry, bystry, zabawny, ciekawy świata, wrażliwy, otwarty, ciepły i czuły.

Mój, nasz, swój. Wymarzony chłopak :)

11:28, mamamyszora
Link Dodaj komentarz »
środa, 17 lipca 2013
Chaos

Ostatnio ciężki, zakręcony czas.

Tata myszora w szpitalu, niby drobny zabieg, ale 5dni musiał leżeć - jak to wyjaśnić małemu chłopcu, tak żeby się nie przejął? Jakoś daliśmy radę.

Następnie - choroba myszora.

Dzisiaj - mnie rozłożyło totalnie.

A do tego, w tle, drobny remont nowego mieszkania, więc taty znowu nie ma, bo od rana do wieczora "naprawia nowy domek".

A to wszystko w czasie wyczekiwanego urlopu... może uda nam się wyrwać chociaż tydzień wolnego w tym "wolnym".

Póki co, jakiś taki chaos nas ogarnia ;)

17:21, mamamyszora
Link Dodaj komentarz »
piątek, 05 lipca 2013
Mały odkrywca smaków.

Czy wszyscy mali odkrywcy mają tak samo?

Idziemy do restauracji, zarzucić coś na mały głód.

Czasy gdy myszor podjadał od mamy i to mu wystarczyło dawno się skończyły, więc zamawiamy coś dla siebie (mama,tata) i danie dla dzieci.

Przychodzi jedzonko.

Tata spokojnie pałaszuje, bo zamówił sałatkę ("sałatka?? bleee").

Mama niestety, połasiła się na zupę. Pomidorową. Z makaronem (!!).

"O, mamo, a Ty co masz?"

"yyy....taką zupę .... ale zobacz, masz tutaj frytki i kurczaczki, mniam mniam :)"

"zupę? jaką zupę??"

"....pomidorową ... ale zobacz, kurczaczek, zjedz sobie kurczaczka :)"

"OOO ja lubię pomidorową! :) oo, makarony :) a mogę spróbować?"

"...oczywiście, proszę kochanie"

"MMM PYCHA!"

I tak oto, zawsze kończy się tak samo.

90% procent zupy na którą mama miała smaka, zjadł myszowaty. A potem frytki i kurczaczka.

20:28, mamamyszora
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9