|
środa, 22 lutego 2012
Myszor od pewnego czasu zaczął zauważać różnice między płciami, i teraz wszyscy panowie to tata, a panie - mama. Ostatnio myszowaty grał w grę z literkami ... pod "k" była królewna... - Mama !! :) I już chciałam sprostować, ale pomyślałam - co będę dziecko z błędu wyprowadzać :) - Taaak kochanie, mama :))
Inna sprawa, że pod "m" była małpka, i tym razem był to "tata" ;)
czwartek, 16 lutego 2012
Cóż...
Dorastanie myszora niezmiennie mnie zadziwia.
Od dluzszego czasu wzbranialam sie, przed wizyta w znanym trojmiejskim "malpim gaju" Loopy's. Ludki bodajze z Poznania wiedza o co chodzi, te z Warszawy i Wroclawia chyba tez. Dla innych, drobne wyjasnienie - ...upraszczajac, na sporej powierzchni, wielka klatka z atrakcjami dla maluchow :) mysle, ze wiadomo o co chodzi, z tym, ze to o ktorym pisze jest naprawde spore.
Nom... No i wydawalo mi sie, ze myszor jest na to jeszcze za maly. Zrobilam mala probe w podobnej klatce w jakims centrum handlowym - nie wzbudzila entuzjazmu, co wiecej - ostatni wypad na plac zabaw skonczyl sie 45minutowa przejazdzka samochodem na monety, auto w dodatku...wirowalo i wpadlam w panike, ze mu to mozg zniszczy ;)
Tak wiec, po zaplaceniu dzis wcale nie malej sumy, i majac przed soba wielka stalowa konstrukcje....zadnych aut na monety, zadnych samochodziko-pchaczy...sadzilam, ze wyrzucilam pieniadze w bloto.
A tu zaskoczenie. Ledwo minelismy bramki, myszor wyrwal do przodu i moglabym powiedziec, ze tyle go widzialam, ale taka nie jestem ;) wiec wspinalismy sie, gora, dol, skakalismy, przeciskalismy przez jakies mini szczelinki, przez ktore nie wierzylam ze sie przecisne (w dodatku "na wszelki wypadek" wzielam ze soba wielgachna torbe), zjezdzalismy, pokonalismy nawet jakas stroma sciane, tonelismy w pileczkach itp itd. Na koniec zjedlismy nugetsy z frytkami, maly w drodze powrotnej zasnal i spi do teraz, a ja poczulam pierwszy raz od dawna zmeczenie po wysilku fizycznym. No i byl ubaw po pachy :) ... I myszor dal rade :)! Nawet na trasach dla 8-10 latkow:) Moje "malenkie" dziecko :) Codziennie wieksze niz mi sie wydaje :)
poniedziałek, 13 lutego 2012
Katar
Z braku laku, powiem tylko tak - mamy katar. Przed wyjazdem na ferie - myszor chorowal, mial katar. Przeszlo. W czasie ferii - mama zlapala mega katar. Przeszlo Na myszora. Po feriach, myszorowi Przeszlo Na tatę I znow na myszora. I na mamę. Czy to sie kiedys skonczy?!?
czwartek, 09 lutego 2012
Powrót? :)
Tam taradam .... wracamy ;) A przynajmniej bardzo bym chciała. Nie wiem czy starczy mi konsekwencji, ale coraz więcej rzeczy ulatuje mi z pamięci ... a przecież chciałam je zachować :)
Tak więc. Z większych spraw, które zadziały się od ostatniego wpisu - przestałam karmić myszorka :) nie wiem kiedy ... nie pamiętam daty ... ale w okolicach końca listopada ... przebiegło to dość łagodnie. Nastawiałam się na trzy noce wyrwane z życia, lecz myszor okazał się być twardzielem i specjalnie nie płakał. Trochę marudził, może nawet dłużej niż te 3 noce, może tydzień ... ale konsekwencja się opłaciła :) W dodatku po niedługim czasie zaczął spać coraz lepiej, coraz dłużej, obecnie kładzie się ok 20, budzi ok 24-2, ląduje u mnie w łóżku i śpimy tak do 6 :) czaaasem budzi się na mniam mniam (jeśli zje za małą kolację - wtedy dostaje słoiczek owocowy), czasem na wodę, ale zazwyczaj śpi mocno, zmieniając tylko pozycje :) Najwyraźniej wybrałam dobry moment. Sama byłam już zmęczona, a i być może sam zainteresowany ... nie był już tak zainteresowany jak mi się wydawało ;) Dziwne tylko ... że gdy teraz o tym piszę, mam wrażenie, że od tych zdarzeń minęło bardzo dużo czasu ... a to tylko 2-2,5 mca ... Nom. Ale tak to przebiegło :)
Ze zdarzeń innych, nie obejmujących myszowatego - mama zdała prawko ;) 5.XII - pamiętna data, gdy po przejechaniu całej trasy, kilku drobnych błędach i beznadziejnym błędzie już po powrocie, usłyszałam "Wynik pozytywny (...) Zapewniam panią, że będzie pani bardzo dobrym kierowcą" :))) cóż... oczywiście poryczałam się ze szczęścia ;) ... Było wtedy szaro ... a przed egzaminem usłyszałam kilka dobrych słów ... ale to już ku własnej pamięci :)
Tak ... i tak to wygląda :) Z myszora robi się mały chłopiec :) Zaczął ostatnio wskazywać na niemowlaki, nazywając je "dziadzia" (czyt. dzidzia), i tak jakoś ... nie pasuje mi już do niego "dzidzia" :) Określenie niemowlę również :) ... zaczyna powooooli powooooli mówić, oczywiście po swojemu :) Wczoraj wskazał w kierunku laptopa mówiąc "baba" ... zaczęłam się zastanawiać o co chodzi, gdyż zdjęć babci na komputerze raczej nie mam ... okazało się, że za laptopem leżał - banan :) "kołka" to kółka/okręgi, "audi" to auto, "kap kap" to woda/kąpiel, "mniam mniam" wiadomo :) "da da" spacer ... jest już "tu" i "tam" ... rozpoznaje i mówi "dwa", "A", "Ty", czasem "By" i "Sss" ... opanował ipada :) który zresztą został nazwany "muu" bo zaczęło się od gry z krówką :) .... takie o :)
A teraz właśnie się obudził, więc - do jutra :)!
piątek, 04 listopada 2011
Uff
Potwór śpi. Cudem udało się uśpić w domu :) Wcześniej, również cudem, udało mi się policzyć zęby - te wychodzące. Wynik - 4 z 5 wylazły. SĄ. Ufff. Jeden ciągle się przebija. Ale za nim... kolejny ;(((((( KIEDY TO SIĘ SKOŃCZY ?!?!? czy naprawdę muszą wyjść wszystkie na raz? Pisałam, że myszor budzi się w nocy co godzinę, dwie? No to teraz jeszcze budzi się ok 2 i nie śpi przez godzinę, po czym zasypia, ale i tak przez nast. 60min pojękuje. Czyli ja z przerwami śpię może 5(?) godzin ... nie wspomnę nawet jak wyglądam po takim zębowym, chyba już półtoramiesięcznym maratonie :| ... Moje wory pod oczami udają drugie policzki. I żadne cud kremy nie pomagają ... Ale poza tym nie jest źle ... Myszowaty dużo ostatnio tańczy. Szczególnie gdy ma widownię w postaci mamy i taty. Kilka sekund tańca-gibańca z gwoździem programu w postaci podnoszonej rączki/nóżki i dłuuuugie oklaski ;)
Nic to, czas wykorzystać czas (masło maślane), który jeszcze pozostał. Czyli zapewne kilka minut :>
czwartek, 03 listopada 2011
co za noc ... :)
Fakt, wart zapisania, ku pamięci :) Śpię z myszorkiem w łóżku (tak, nadal zęby;) ) ... środek nocy ... budzę się i kątem oka widzę, że on też ... przeciąga się, siada ... udaję, że śpię ... nagle myszor się nachyla, ujmuje moją brodę w łapkę i ... dostaję całusa w usta:D potem jeszcze jednego i jeszcze :) na koniec przytula się i zasypia :) bez słowa, po cichutku, po prostu wycałował mnie i poszedł spać :)))
środa, 19 października 2011
Drogie Groszki :)
Ten wpis wyjątkowo ... osobisty :) Nie piszę ... nie piszę ... i nie piszę ... :( Myślę o tym codziennie, a potem dzień mija i - znowu myślę, że nic nie napisałam. A im dłużej się za to zabieram - tym więcej do napisania ... Więc - dzisiaj streszczając ;) Małemu idą zęby ... 5 o ile się nie mylę ... ale może i 6. W sumie ma już ich 13ście. Nocki - coraz gorsze. Pobudki co godzinę, półtorej, o 24 chce już do mojego łóżka ... (i nie zawsze mam siłę z tym walczyć, co powoduje, że myszor się chyba przyzwyczaja ...) Skutkuje to tym, że w ciągu dnia jestem ... a może - jesteśmy, padnięci. Myszor ograniczył drzemki do jednej i to tylko na spacerze. Więc chodzimy ... wieczorem padamy, w nocy nie śpimy, rano ledwo żyjemy, a potem znowu chodzimy ... ;) Ale nie narzekam, tylko czas jakoś szybciej leci ... ;) Człowieczek jest już zupełnie innym człowieczkiem niż kiedyś. Łobuzuje, bawi się z nami, wygłupia - świadomie i z premedytacją :) Zaskakuje nas umiejętnościami, np : będąc na spacerze, trzymając go na rękach "zobacz myszku jakie fajne kwiatki, idź zobacz kwiatki", stawiam go na ziemię, zastanawiając się czy aby na pewno rozumie i podejdzie do tych kwiatków. Podchodzi. I zaczyna wąchać każdą rabatkę, czym wprowadza nas w zdumienie :) I takie różne :) Gdzie nagle okazuje się, że nie wiadomo kiedy, podłapał jakieś zachowanie, umiejętność :) Zajada w zasadzie wszystko (hitem są ogórki małosolne, które lubi podbierać z talerza), bawi się ... samochodami, wciąż i wciąż ;) kupiliśmy mu nawet klocki, żeby przerwać tę passę i - bawi się ... zrobionym z klocków samochodem ;)
I tak o ... ze spraw mamowych - mama rozbija się po mieście autem :) póki co z dużym L, aaale nie jest źle :)
Nom... i o. Jeszcze chwila na ogarnięcie chałupki, chwila luzu, potem "sen", a jutro znowu to samo "co tu robić, czym cię zająć synku i gdzie Cię zabrać na spacer" ... nuda trochę ;) nuda, rutyna ... ale ... do przetrwania ;) Nie jest źle - inni mają gorzej (tak, to czasem trzyma przy życiu :) albo przynajmniej przy w miarę optymistycznym postrzeganiu codzienności). Tak więc Asiu - u nas wszystko ok, tylko weny brak, czasu i jakoś tak chęci czasami :/ ... mały zacznie lepiej spać, trochę wypocznę i będzie lepiej :)
Aaa no właśnie, bo jest plan na odstawienie całkowite ssaka :) ale to za kilka tygodni i na bank zdam relację. A do tego czasu i tak postaram się jeszcze odezwać :) Ściskamy Groszki wszystkie cztery :)!
piątek, 23 września 2011
Puta
Wypociłam naprawdę długi tekst i mi go skasowało. Nie odświeżyłam w odpowiednim momencie strony, zamiast publikacji wyszło "zaloguj się". A nie mam czasu, żeby teraz wszystko powtarzać. Świetnie ... strata czasu.
W takim razie tylko: Myszor ostatnio często powtarza jedno słowo. Słowo, w jego świecie bez konkretnego odniesienia. PUTA. Mama i tata się cieszą, słyszać kolejny raz puta. Puta jako konik, puta jako świeczka, puta jako tramwaj. Ale gdzieś mi dzwoniło, że to jednak ma znaczenie ... No i ma - słownik.
środa, 14 września 2011
Dyda
Pora wieczornego karmienia, sadzam myszorka obok siebie ... - To co, chcesz dyda (pierś)? - Dada dada !! - wieeelki uśmiech pojawia się na twarzy - Czyli chcesz, tak? - Hm hm - potakiwanie głową - No dobrze ... - zaczynam się przygotowywać, myszor wpatrzony w jeden punkt ... - NIAM NIAM NIAM
:)
piątek, 02 września 2011
.
Coś mi ostatnio zamiera zapał do pisania ... Może z braku czasu. Może z braku spraw wartych odnotowania. A może jedno i drugie. Myszor tupta coraz więcej, póki co pół na pół z raczkowaniem, dzisiaj miał swój debiut na chodniku w bucikach (co chwilę trzeba było się zatrzymywać, bo ciekawy kwiatek, stare jabłko, płotek, no i nie ma różnicy czy chodnik czy jezdnia, dobrze że jeszcze biegać nie potrafi). Poza tym coraz więcej by chciał i coraz bardziej się denerwuje gdy mu nie wychodzi. Ostatnio ma mniejszy apetyt, ale nie naciskam, jak będzie chciał to zacznie jeść. Nauczył się odmawiać. Gdy podaję mu coś do jedzenia (itp), a nie ma na to ochoty, kręci główką i mówi stanowczym tonem "nie". Napawa mnie to dumą ;) Poza tym, przesłodka jest jego mania chowania. Samochodziki w butach, szczoteczka do zębów za lodówką, klocki w szufladzie z przyprawami, pokrowiec na aparat w głośniku, saszetki herbaty w pudelku z kaszką, jego skarpetki w mojej szufladzie z bielizną :) ... w zasadzie gdy tylko znajdzie jakiś kącik, zaraz tam coś chowa. Zabawne są takie niespodzianki :) I tak o ... czas płynie. W naszych głowach, rodziców, myśli o zmianie mieszkania. Plan jest taki, że zmienimy dopiero za 5 lat (żeby nie brać kredytu), ale już teraz się rozglądamy. Dzisiaj oglądałam z myszorem kolejne. Duże, jednak nic ciekawego. Ale przynajmniej coraz lepiej wiemy, czego chcemy. W zasadzie w grę wchodzi mieszkanie w nowym budownictwie, w niewielkim bloku (max 12 mieszkań), z dobrym wyciszeniem, w spokojnej okolicy, 3 pokoje, albo nowy, mały, domek. Zobaczymy czy coś nam z tego wyjdzie. Mieszkać gdzie mamy, noża na gardle brak, więc w razie czego po prostu zostaniemy tu gdzie jesteśmy, a za oszczędności kupimy jakiś mały domek całoroczny nad jeziorem. I tak o.
|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
|